wtorek, 3 czerwca 2014

Prolog

                                                          

                                   PROLOG




    Z zachodu  wiał silny wiatr, który owiewał jej twarz. Starała się dostrzec swojego brata, powoli szła drogą mijając domy. Po chwili  znalazła się na otwartej przestrzeni obok lasu, poczuła niepokój, który wzrastał z każdym oddechem. Obracała się wokoło.
- Will gdzie jesteś !! - gdy nie dostała żadnej odpowiedzi  bez namysłu pobiegła przed siebie. Biegła między drzewami, coraz szybciej i szybciej, ocierając się o gałęzie. Łapała oddech starając się biec szybciej, jej serce biło jak szalone. Miała wrażenie, że zaraz wyskoczy jej z piersi. Zatrzymała się gwałtownie, gdy zobaczyła nieprzytomnego brata, od razu do niego podbiegła.
- Wstań proszę - próbując go obudzić nie zauważyła, że ktoś jest w pobliżu. Usłyszała trzask łamanej gałęzi.
  Gwałtownie się odwróciła, zza drzew wyłoniła się postać, która z każdą chwilą była coraz bliżej. Blondynka była coraz bliżej, gdy się zbliżyła od razu ją poznała.
- Co mu zrobiłaś? - ona jednak jakby nie słyszała powoli do nich podchodziła patrząc na niego.
- To nauczka na przyszłość, jak się obudzi może mieć problem z pamięcią. O ile się obudzi -powiedziała przenosząc wzrok z Willa na Alice.
- Jak to o ile się obudzi ?! - obie zaczęły mierzyć się wzrokiem. Alice w mgnieniu oka wyjęła broń i zaatakowała, blondynka tylko popatrzyła  z pobłażaniem. Ruchem ręki zmroziła miecz Alice, który pękną.
Chciała zaatakować Alice, lecz w pewnej chwili poczuła ostry ból w plecach. Odwróciła się gwałtownie wyrzucając w powietrze Willa, który właśnie walnął ją kamieniem. Przeturlał się do Alice.
- Jesteś silniejszy niż myślałam, ale tak się nie będziemy bawić - wokół niej zaczęły się zbierać białe opary, które kłębiły się wokół jej stóp - Imana sumi ranele...wihru nuia... - powoli wymawiała zaklęcie.
- Musimy ją powstrzymać. Alice twoja magia - Will spojrzał na siostrę.
- Ale pamiętasz, że mam mało magi, niewiele umiem.
- Poradzisz sobie, uda ci się ją powstrzymać - Alice tylko kiwnęła głową i wstała.
- Danasili liunos de calenos... - magia zaczęła się też wokół niej zbierać. Mgła, która się wokół nich zbierała rosła i gęstniała. Z każdym słowem wypowiadanym przez nie obie zaczęły wystrzeliwać pioruny, wyładowania elektryczne. Obie patrzyły sobie w oczy, starając się wydobyć z siebie coraz więcej mocy. Nagle magia, która się wytarzała między nimi osiągnęła punkt krytyczny. Błysnęło białe światło, które ich oślepiło. Nie wiedzieli co się dzieje, nawet blondynka  była lekko zaniepokojona. Po chwili poczuli dziwne uczucie, które ich ogarnęło...